Drukuj
Odsłony: 4647

W jakich klubach rozwijał się pana sportowy talent?
Swoją koszykarską karierę rozpoczynałem w MKK (Młodzieżowym Klubie Koszykówki) „PYRA” Poznań, pod okiem trener Małgorzaty Karpowicz. Do 23 roku życia byłem zawodnikiem Politechniki Poznańskiej, grając na poziomie 2. i 1. ligi. W sezonie 2008/2009 reprezentowałem barwy GKS „Tarnovia” Tarnowo Podgórne w rozgrywkach 2. ligi. Sezon 2009/2010 spędziłem na parkietach ekstraklasy w barwach PBG „Basket” Poznań.

Sezon później pojechałem grać do Szczecina w drużynie AZS „Radex” Szczecin na poziomie 1. ligi. Później przytrafiła się kontuzja, okazja do pracy w szkole i tak zostało do dziś.

 

Co skłoniło Pana do gry w koszykówkę?
Mój tata mnie do tego namówił. To on zaszczepił we mnie miłość do koszykówki, a później to już rola trenerów i moje samozaparcie.

 

Jaki jest Pana największy sukces jako zawodnika?
Przede wszystkim możliwość gry na najwyższym poziomie, czyli w ekstraklasie. Jeżeli chodzi o młodzieżowe rozgrywki to: wicemistrzostwo Polski kadetów w 2001 roku oraz powołanie do kadry Polski do lat 18.

 

Czy miał Pan wsparcie ze strony rodziny?
Oczywiście, że tak. Rodzice zawsze wspierali mnie w mojej pasji. Zawsze mogłem na nich liczyć, przychodzili do mnie na wszystkie mecze, dopingowali, cieszyli się moimi sukcesami, a także wspierali po porażkach.

 

Z jakim numerem lubił Pan grać?
Grałem z różnymi numerami na koszulkach i nie miało to dla mnie większego znaczenia. Były to numery 4, 5, 11, 13, 15. Jednak najwięcej spotkań rozegrałem z numerem 13, ponieważ nikt nie chciał z nim grać, więc ja sobie go wziąłem i nie musiałem się martwić przed każdym sezonem, z jakim numerem będę grał. Poza tym, to nie numer gra, tylko zawodnik.

 

Czy zamiłowanie do koszykówki przeszkadzało Panu w nauce?
Było ciężko połączyć swoją pasję z obowiązkami szkolnymi. Dobra organizacja czasu wystarczyła, aby to wszystko ze sobą zgrać. Wszystko się działo oczywiście kosztem czegoś, np. spotkań z kolegami. Dla chcącego jednak, to nic trudnego. Trzeba tylko dobrze wszystko zaplanować.

 

Czy brał Pan udział w meczach za granicą?
Dzięki koszykówce zwiedziłem trochę miejsc w Polsce i za granicą. Razem z moimi drużynami młodzieżowymi byliśmy na turniejach m.in. w Berlinie, Brnie, Nottingham, Paryżu.

 

Od kiedy jest Pan trenerem w klubie „MUKS”?
Swoją przygodę trenerską rozpocząłem w 2008 roku. Pierwsze zajęcia prowadziłem w Szkole Podstawowej nr 80.

 

Jaki jest Pana największy sukces trenerski?
Jestem na początku tej przygody i mam nadzieję, że największe sukcesy dopiero przede mną. Do tej pory największym sukcesem jest mistrzostwo Polski Kadetek z rocznikiem 1996 w roli asystenta trenera, u boku trenera Macieja Brodzińskiego. Jako samodzielny trener prowadzę drużynę dopiero 2 lata. Z tą drużyną awansowaliśmy do półfinału Mistrzostw Polski U14 w sezonie 2012/2013.

 

Jak motywuje Pan swoje zawodniczki?
O to trzeba by je zapytać :)

 

Jak ocenia Pan szansę swojej drużyny w tegorocznych rozgrywkach?
Szansa zawsze jest. Wszystko zależne jest od podejścia dziewczyn do treningów i zdrowia zawodniczek. A co przyniesie sezon, to zobaczymy po pierwszych meczach.

 

Czy w Pana drużynie są szczególnie uzdolnione młode koszykarki?
Oczywiście, że są. Kilka dziewczyn znalazło się w kadrze województwa wielkopolskiego, a także parę z nich było brane pod uwagę do szerokiego składu kadry Polski U15. Uzdolnienie do koszykówki to jedna sprawa, natomiast ciężka praca to druga. Mój trener zawsze powtarzał: talent to 10%, a 90% to ciężka praca na treningu. Zgadzam się z nim całkowicie.

 

Czy Pana córeczka będzie trenować koszykówkę?
Pożyjemy, zobaczymy. Na pewno predyspozycje genetyczne posiada po rodzicach i dziadkach, a to czy będzie chciała, to już tylko od niej zależy. Moja żona, Aleksandra Semmler (z d. Jabłońska) również była świetną koszykarką. Grała w takich klubach jak: „Olimpia” Poznań, „Ślęza” Wrocław, „Macabi” Tel Aviv i „MUKS” Poznań oraz ROW Rybnik. A teściowie to Iwona i Andrzej Jabłońscy, założyciele „MUKS-u”. Zarówno ja, jak i moja żona na pewno będziemy starali się zaszczepić w niej miłość do koszykówki.

 

Jaki jest Pana ulubiony film?
Mam parę swoich ulubionych pozycji filmowych, a wśród nich na pewno na podium jest „Coach Carter” z Samuelem L. Jacksonem.

 

Jaka jest Pana ulubiona książka?
Bez wątpienia „Zły do szpiku kości” Denisa Rodmana

 

Dziękujemy za miłą rozmowę i cieszymy się, że możemy szlifować nasze koszykarskie umiejętności z Panem :)!

Julia Perła i Ala Jóźwiak

 

 

 

 

Artykuł pochodzi z gazetki szkolnej "ZSMS News" Nr 5 WRZESIEŃ 2014 r.

 

Wersja oryginalna:

Wywiad z trenerem ZSMS - Tomaszem Semmlerem