Drukuj
Odsłony: 2945

Sławomira Marczyńska: Gratulujemy ostatnich sukcesów! Proszę je czytelnikom przypomnieć.
Piotr Wojciechowski: Trzy złote medale z Olimpiady Młodzieży, dwa srebrne z Mistrzostw Polski Juniorów, dwa brązowe Długodystansowych Mistrzostw Polski, złoty z Mistrzostw Polski w maratonie oraz zakwalifikowanie się Patryka Kulczyńskiego na Mistrzostwa Europy Juniorów.

 

PIOTR WOJCIECHOWSKI
Trener kajakarstwa
KS Energetyk

 

Czy to Pana największe sukcesy w karierze trenerskiej?
Niektóre wyniki trudno porównywać. Prowadziłem już zawodników, którzy zdobywali medale na mistrzostwach świata i Europy, a tu wspominamy tylko mistrzostwa Polski. Jednak są to inne złote medale, bo zdobyte z ogromną przewagą nad rywalami. Oprócz tego chciałbym podkreślić fakt, iż w tak małym klubie zebrała się duża grupa zawodników osiągających sukcesy, a wcześniej były to pojedyncze przypadki. Pozwala optymistycznie spojrzeć na przyszłość.

 

Kiedy Pan pokochał kajakarstwo?
Od pierwszego spotkania z tą dyscypliną sportową. Wcześniej uprawiałem hokej na lodzie, ale nie było gdzie trenować. Potem zająłem się trochę piłką nożną i piłką ręczną. W czasie, gdy miałem przerwę spowodowaną kontuzją, w szkole przeprowadzany był nabór do kajaków. Trener mówił o zajęciach na basenie oraz siłowni i pomyślałem, że skoro nie mogę grać, to poćwiczę trochę, a potem wrócę do piłki. Okazało się jednak, że ten sposób sportowego wysiłku bardzo mi odpowiada, tak właśnie wyobrażałem sobie treningi, jako ciężką pracę i... zostałem z kajakami.

 

Ile ma Pan medali, w jakich kolorach i jaki był Pana największy sukces jako zawodnika?
Ile nie powiem, bo sam nie wiem. Z mistrzostw Polski seniorów 19 i jeszcze z imprez międzynarodowych. Który z nich najbardziej cieszy, trudno powiedzieć, bo każdy z nich ma inny wymiar. Niezwykłą wartość ma pierwszy zdobyty medal, a potem pierwszy z mistrzostw Polski, potem pierwszy tytuł mistrza Polski, awans do reprezentacji, medal Pucharu Świata, ale chyba najbardziej cenię sobie brązowy zdobyty na Pucharze Narodów w maratonie.

 

Ja podziwiam naszych uczniów, którzy uprawiają sporty wodne..., ile potrzeba samozaparcia, żeby o każdej porze roku iść na wodę (często dwa razy dziennie) i pokonywać parę kilometrów. Jak mobilizuje Pan tych młodych ludzi do tak ciężkiej pracy?
Moja metoda polega na tym, żeby z adepta kajakarstwa zrobić nałogowca, tzn., żeby młody zawodnik czuł potrzebę przyjścia na przystań. Dopiero wtedy zaczyna się ciężka praca. Potem należy zawodnikowi wytyczyć cel do osiągnięcia i wtedy z ciężkiej pracy czerpie się satysfakcję. Zmuszanie do treningu nie ma sensu.

 

Podziwiam klasy kajakarskie w naszej szkole również dlatego, że na wodzie ci młodzi ludzie są rywalami, a w warunkach szkolnych muszą się dogadywać, a nawet kumplować. Czy zauważył Pan, że Pana zawodnicy mają z tą sytuacją problem?
Myślę, że nie, bo zawsze w sporcie jest tak, że na boisku, torze, bieżni zawodnicy są rywalami, a poza miejscami współzawodnictwa zawiązują przyjaźnie, które kontynuują nawet po zakończeniu kariery. Co nie oznacza, że nie ma takich kajakarzy, którzy nie przepadają za sobą w każdej sytuacji.

 

Ile lat trzeba trenować, aby wspiąć się na najwyższy sportowy poziom?
Co najmniej siedem, osiem.

 

Czy ma Pan czas na jakieś inne pasje?
Praktycznie cały mój czas zajmują mi kajaki, a pozostały poświęcam rodzinie. Jednak parę dni w roku staram się wygospodarować na wypad w góry, które pasjonują mnie od lat o każdej porze roku.

 

Jakie jest Pana marzenie sportowe?
Każdy zawodnik marzy o medalu olimpijskim. Mi to się nie udało, więc może uda się pomóc któremuś z moich zawodników w spełnieniu tego marzenia.

 

Tego najserdeczniej życzę i dziękuję.

 

 

 

 

 

Sławomira Marczyńska